WAŻNA INFORMACJA - strona korzysta z plików Cookie
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania prezentowanej zawartości do potrzeb odwiedzających. Korzystanie z naszego serwisu internetowego bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci Twojego komputera.

Akademia Polskiej siatkówki

  
Dane do logowania
"Tylko w Polsce trzeba mieć alibi w postaci mistrzostwa świata lub złota olimpijskiego, żeby uznano, że ma się rację". 
 Hubert Wagner

- Brakuje mi go bardzo, często o nim myślę, wciąż jest obecny w moim życiu - tak o Nim mówią jego koledzy, przyjaciele, znajomi...

W marcu 2007 roku minęła już PIĄTA rocznica Jego Śmierci, ale on nadal pozostaje w ich sercach i pamięci...

Hubert Jerzy Wagner trener wszechczasów, urodził się 4 marca 1941 roku w Poznaniu. Ukończył Akademię Wychowania Fizycznego w Warszawie. - Miał typowo ścisły umysł - wspomina Andrzej Warych, drugi trener przy Wagnerze i jego bliski przyjaciel, obecnie szef wyszkolenia Polskiego Związku Piłki Siatkowej. - Rozpoczął studia na Politechnice Poznańskiej, jednak na drugim czy trzecim roku stwierdził, że te studia przeszkadzają mu w największej miłości jego życia - siatkówce. Bez wahania rzucił więc studia na politechnice i przeniósł się na warszawską AWF, którą ukończył w 1974 roku.

Praca ponad wszystko

Jako zawodnik grał w klubach AZS AWF Warszawa oraz Skrze Warszawa, w latach 1963-68 zdobył cztery tytuły mistrza Polski. W reprezentacji Polski występował w latach 1961-71 i zagrał w sumie w 194 meczach. Zdobył brązowy medal mistrzostw Europy w 1967 roku. Był członkiem drużyny, która na igrzyskach olimpijskich w Meksyku w 1968 roku - po zwycięstwach nad Meksykiem 3:1, Belgią 3:0, USA 3:0, Brazylią 3:0, Bułgarią 3:0 i Związkiem Radzieckim 3:1 oraz porażkach z Japonią 0:3, ZSRR i NRD 0:3 - zajęła 5. miejsce. - Zawodnikiem nie był wybitnym - mówi Warych. - Ale ten brak talentu czy może tej iskry bożej nadrabiał ogromną pracowitością. Później, już kiedy został trenerem, też cenił pracowitość i ciężką pracę ponad wszystko.

Słowa Andrzeja Warych potwierdza Ryszard Bosek, zawodnik i przyjaciel Wagnera. - Szukał w swoich zawodnikach cech zespołowości. Chyba jako pierwszy stworzył idealną drużynę, która była zgrana, tworzyła monolit. I to było jednym ze źródeł naszego sukcesu - mówi.

Jako trener był twórcą największych sukcesów polskiej siatkówki. Prowadzona przez niego drużyna zdobyła mistrzostwo świata w Meksyku 1974 i złoty medal olimpijski w Montrealu w 1976 roku. W mistrzostwach Europy w 1975 roku Polacy wywalczyli srebrny medal. - Najtrudniejszą rzeczą na początku jego trenerskiej kariery było to, że z większością tych zawodników grał jeszcze sezon wcześniej w jednej drużynie - mówi Andrzej Warych. Teraz z kolei musiał stać się szefem. Na pewno nie było to łatwe. Jednak Jurek od początku postawił swoje warunki i dał chłopakom wybór - albo pracują zgodnie z jego założeniami, albo nie grają w kadrze.

- Mieliśmy wybór - dodaje Bosek. - I żaden z nas nie odwrócił się i nie zrezygnował. Wiedzieliśmy, że stać nas na grę o najwyższe stawki, i chcieliśmy wspólnie zrealizować nasze marzenia.

Znany był z trudnego charakteru i z tego, że nie znosił sprzeciwu. - Raz, po jakimś turnieju we Włoszech, rozmawialiśmy w pokoju, głośno wymieniając uwagi na jego temat. Nie wiedzieliśmy, że trener siedział piętro niżej i wszystko słyszał. Po chwili rozległo się pukanie do naszego pokoju i w drzwiach stanął Wagner. Usłyszeliśmy tylko: Skończyliście już? A potem dał nam niezły wycisk na treningu - przywołuje anegdotę sprzed lat jeden z ulubieńców trenera Wagnera Tomasz Wójtowicz.

- Pamiętam wiele nocy, podczas których Jurek „ćwiczył” różne brydżowe zagrywki, przy okazji ustawiając też taktykę na kolejne mecze. Potem mnie budził i gadaliśmy do rana o wszystkim i o niczym - mówi Warych.

Mimo ścisłego umysłu Wagner miał wszechstronne zainteresowania. Potrafił swobodnie poruszać się w świecie kultury, nauki czy sztuki. - Miał ambicje bycia politykiem, i to wysokiej rangi - opowiada Andrzej Warych. - Miał swoją wizję sportu, którą planował wprowadzić w życie. Zapisał się wówczas do partii i choć z tej wielkiej polityki nic mu nie wyszło, myślę, że dziś struktura sportu mogłaby wyglądać zupełnie inaczej, gdyby Wagner wziął ją w swoje ręce.

Katem nigdy nie był...

Przed igrzyskami olimpijskimi Hubert Wagner postawił sobie i swoim zawodnikom jeden cel - złoty medal. Wielu powątpiewało w jego słowa. To z tego okresu pochodzi jego przydomek „Kat”, stworzony podczas realizacji filmu o przygotowaniach do igrzysk. - Oczywiście, że katem nie był - mówią zgodnie Warych i Bosek. - Zostało to w dużej mierze rozdmuchane przez media, bo to nośny przydomek. My godziliśmy się na jego warunki i na katorżniczą pracę, bo widzieliśmy ten medal gdzieś na jej końcu - dodaje Bosek.

Z kolei Warych twierdzi, że Wagner był sprawiedliwym szefem i wszystkich starał się traktować jednakowo. - Wiadomo, że miał swoje sympatie i antypatie, jak każdy, ale nie kierował się nimi dobierając drużynę. Dla niego liczyły się indywidualne cechy każdego z zawodników i ich przydatność dla zespołu. Zresztą konsekwencje też wyciągał zawsze po równo.

- Pamiętam, jak raz Wagner autentycznie przesadził - mówi Bosek. - Obraził jednego z zawodników zupełnie nie wiadomo dlaczego. Wówczas cały zespół stanął murem i powiedział: Jeśli jeszcze raz obrazi któregoś z nas w ten sposób, będzie trenował sam. Poskutkowało. Potrafił się zreflektować i przeprosić. I za to też go cenię - dodaje Bosek.

Fascynował kobiety

W latach 1978-79 Wagner był trenerem kobiecej reprezentacji Polski. - Myślę, że z dziewczynami nawet lepiej nam się pracowało niż z mężczyznami. Były nim po prostu zafascynowane - twierdzi Warych. - Je również przekonał do swoich wizji i do ciężkiej pracy. I kto wie, czym skończyłaby się ta nasza przygoda z kobiecą reprezentacją, gdyby znów nie objawił się ten upór i zawziętość Wagnera. Wiadomo, że z kobietami praca jest specyficzna i różni się od pracy z mężczyznami. Trzeba zrozumieć ich słabości, chęć przebywania z rodziną, dziećmi. Wagner nie do końca to akceptował, dlatego na mistrzostwa Europy pojechaliśmy bez trzech podstawowych zawodniczek...

Następnie przez wiele lat prowadził wiele zespołów pierwszoligowych. W październiku 1996 roku został ponownie trenerem reprezentacji mężczyzn, którą prowadził do stycznia 1998 roku.

Niepowetowana strata

Zginął w wypadku samochodowym w Warszawie przy ul. Wspólnej, 13 marca 2002 roku. Około godziny 11:00 stracił panowanie nad samochodem, przyczyną był zawał serca. Pogotowie przyjechało szybko, lecz w tym samym czasie Wagner stracił przytomność i reanimacja nie uratowała jego życia.
Niektórzy obecnego trenera kadry męskiej - Raula Lozano porównują do słynnego „Kata”. Odnajdują w nim ten sam upór i konsekwencję oraz to, że przekonał swoich zawodników do ciężkiej pracy, której efekty zaczynają zbierać. - Myślę, że Wagner powiedziałby dziś kadrze Lozano: Tak trzymać! - mówi Tomasz Wójtowicz. - Brakuje mi go bardzo, zresztą gdy żył, wielokrotnie radziłem się go w różnych kwestiach. Był moim doradcą, kiedy prowadziłem kadrę seniorów. Sprzeczaliśmy się nieraz o rzeczy ważne i o błahostki. Mieliśmy inne pomysły na prowadzenie zespołu. Zawsze jednak słuchałem jego rad - mówi Ryszard Bosek.

Każdy, kto go znał, wielokrotnie go wspomina i za nim tęskni. - Za jego celnymi, dosadnymi uwagami, za soczystym językiem - dodaje Wójtowicz.

Siatkarze Raula Lozano, podobnie jak niegdyś ci Huberta Jerzego Wagnera, rozpalają serca polskich kibiców i spełniają ich marzenia o sukcesie. Srebrny medal wywalczony podczas ubiegłorocznych mistrzostw świata w Japonii powoli nawiązuje do dokonań lat siedemdziesiątych. - Myślę, że Jurek patrzy na nas z góry i rozgrywa każdy mecz jeszcze i jeszcze raz, i cieszy się z każdego wygranego seta naszych zawodników - podsumowuje swoją opowieść o Wagnerze Andrzej Warych.

WYSŁUCHAŁA Katarzyna Kochaniak

Zawodnikiem nie był wybitnym. Ale ten brak talentu czy może tej iskry bożej nadrabiał ogromną pracowitością. Później, już kiedy został trenerem, też cenił pracowitość i ciężką pracę ponad wszystko.

Szukał w swoich zawodnikach cech zespołowości. Chyba jako pierwszy stworzył idealną drużynę, która była zgrana, tworzyła monolit.
Oceń artykuł:
  • 2.63 z 5 gwiazdek
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Średnia ocena: 2.63
Artykuły mogą być komentowane tylko i wyłącznie przez zalogowanych użytkowników.
Jeżeli nie posiadasz konta w naszej Akademii - założ je już dziś.