WAŻNA INFORMACJA - strona korzysta z plików Cookie
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania prezentowanej zawartości do potrzeb odwiedzających. Korzystanie z naszego serwisu internetowego bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci Twojego komputera.

Akademia Polskiej siatkówki

  
Dane do logowania
„Duży”, „Stary”, „Wieki Brat” tyle ksywek nazbierał „Ambroży” w swoim za krótkim życiu.

Wszystkie w jakimś stopniu oddają Jego charakter, ale tylko w części. Ambroży był zbyt barwną, a może nawet skomplikowaną postacią by tym tekstem wyczerpać wspomnienie o Nim.

NIE... DO... WIARY, ale minęły już cztery lata, jak „zawinął” nam się Ambroży.

Tak pewnie napisałby On sam, wspominając któregoś ze swych „nieobecnych” już kolegów.

Nie ma sposobu, aby wyczerpująco nakreślić Jego sylwetkę. Po pierwsze: niezwykle trudno pisać o Nim w czasie przeszłym. Po drugie, jego Życie było tak barwne i pełne wydarzeń, że wystarczyłoby na kilka Życiorysów. Po trzecie: dorobek sportowy, dziennikarski i zwyczajnie ludzki jest tak bogaty, że niemożliwy do ogarnięcia.

Ambrożemu należy się szacunek. Taki sam, jakim darzył on swych przyjaciół i nieprzyjaciół, kolegów i rywali, czytelników i widzów.

To był szacunek szczery i bezwarunkowy.

SIATKARZ

Siatkówka jest bowiem sportem wyjątkowym, dyscypliną - jestem o tym przekonany - najbardziej zespołową ze wszystkich - Zdzisław Ambroziak, Gazeta Wyborcza (Od ściany do ściany), 1- 2 czerwca 1996 r.

Ileż to godzin przegadałem z Ambrożym. Było o sporcie, siatkówce, filmie, literaturze, kinie, kuchni, winie, kobietach... ale najmniej skłonny był gawędzić o swoim dorobku sportowym. Traktował ten czas jako odlegle przeszły. Nie przypominał, że zaczynał w stołecznych klubach Orzeł, Spójnia, Skra, że w barwach AZS AWF trzykrotnie został mistrzem Polski, że przecierał rodakom siatkarskie szlaki we Włoszech, że w reprezentacji zagrał ponad 200 meczów, zdobywając srebro Pucharu Świata i brąz w Mistrzostwach Europy, że wreszcie był dwa razy na igrzyskach olimpijskich. Owszem, dużo mówił o tamtych czasach, ale tylko o ludziach, których wówczas spotkał. Ludzie byli bowiem dla Ambrożego najistotniejsi. Z pasją opowiadał więc o zdarzeniach z udziałem kolegów z boiska, o rywalach, trenerach, sędziach, działaczach, a o sobie tylko tak, jakby pełnił jedynie funkcję kronikarza tamtego czasu. Temat „moje sukcesy, tytuły, nagrody, wyróżnienia”, kwitował krótko: Ale to nieeewaaażne!

DZIENNIKARZ

Są sytuacje, których dziennikarz chciałby uniknąć, tematy, przed którymi się broni, ponieważ jest przekonany, że zna je zbyt dobrze. - Zdzisław Ambroziak, Gazeta Wyborcza (Jesteś za duży, żeby przegrać), 26 października 1994 r.

Wiele razy mówiłem Ambrożemu, i to szczerze, że wkurzające jest, że już napisał o rzeczach, o których wiedziałem niby od dawna... Zawsze bawiły go moje „pretensje”, które przyjmował z chłopięcym, szczerym zdziwieniem, mówiąc: Tak mi się jakoś popisało... Posiadł istotną, chyba nawet najistotniejszą dla dziennikarza cechę - wrażliwość. Potrafił w sposób nadzwyczaj swobodny kojarzyć nawet najodleglejsze fakty i znaleźć dla nich wspólny mianownik. Niezwykle dbał o niezależność, ale wierny był jednocześnie zasadzie pisania zawsze „od środka”. Nie wyniki, rekordy, statystki, zestawienia były dla Niego najważniejsze. Najważniejszy był człowiek, sportowiec, którego bardzo często nazywał atletą lub gladiatorem.

To najlepiej oddaje postrzeganie przez Ambrożego podmiotu sportowych zmagań. Podziwiał Adama Małysza, oddawał hołdy Samprasowi, Indurainowi, Spitzowi, Górskiemu, czy Wagnerowi. Znał sport, rozumiał istotę rywalizacji. Jako znakomity
ex-sportowiec miał pełne prawo, a nawet obowiązek pisać o sporcie takim, jakim jest, z jego blaskami i ciemnymi zakamarkami. Z tego obowiązku starał się wywiązywać aż do bólu. Jeśli uważał, że widowisko sportowe nie może się przeradzać w jarmarczny festyn, to, wbrew powszechnym zachwytom, wyrażał swoją dezaprobatę. Czasami naiwnie, ale z pełną konsekwencją protestował przeciw komercjalizacji sportu. Bronił, jak własnego honoru, zasad fair play. Irytowała go nieodpowiedzialność mediów i dziennikarska nierzetelność. Był nieprzejednany w walce z dopingiem, choć nie krył, że to raczej walka z wiatrakami. Nie bał się dotykać najtrudniejszych nawet tematów. Kiedy dowiedział się o problemie alkoholowym jednego z najwybitniejszych polskich trenerów, miał odwagę napisać o tym, ale nie w formie sensacyjnego doniesienia. Broń Boże! Chciał pomóc, a pomóc mógł jedynie swym najpotężniejszym orężem - piórem.

Drugim orężem Ambrożego był mikrofon. Jego niski, głęboki głos w połączeniu z dobitną artykulacją był niemal kategoryczny. Malował sport językiem oszczędnym, ale barwnym i ekspresyjnym jednocześnie. Tak jak w swych felietonach zdawał sobie sprawę z wagi każdego, w tym wypadku, wypowiedzianego słowa. Zdawał sobie sprawę z tego, że słowo może budować i burzyć jednocześnie. Ważył więc słowa z aptekarską dokładnością.

Potrafił entuzjastycznie zachwycać się, doceniając wysiłek, fenomenalne zagrania, a łajać bezwzględnie, innym razem za brak zaangażowania czy pomysłu. Nigdy jednak nie były to oceny bezpodstawne.

Ascetycznie niemal dbał, by nie stać się pierwszoplanową postacią widowiska. Sport „malowany” niezapomnianym tembrem „Ambrożego” zawsze pozostawał na swoim, właściwym miejscu. Szatnia, boisko, trybuny były dla Niego miejscami świętymi, niczym areny starożytnych igrzysk. Tylko tam, a nie na stanowisku komentatorskim, rodzili się bohaterowie, atleci, gladiatorzy, giganci. Jego słynne - „Ka-ta-stro-fa”, „Odliczanie wsteczne”, „Nie raz, nie dziesięć mówiłem”, „Było miło, a zrobiło się średnio” i wiele innych figur myślowych, które pozostawił po sobie, miały tylko i wyłącznie służyć oddaniu prawdy o sportowej rywalizacji i jego własnych, ogromnych emocji. Żył wydarzeniami na arenie. Radował się szczerze dokonaniami i sukcesami, a jeśli się tak zdarzało, dzielił frustracje, smutek potknięć i porażek. Komentował tylko te dyscypliny, które czuł i którymi się szczerze pasjonował. Siatkówka i tenis to były żywioły Ambrożego. Kochał je i potrafił o nich opowiadać, jak opowiada się o ukochanej, z którą się jest przez niemal całe życie. Czuł się za „ukochane” odpowiedzialnym.

AMBROŻY

„Duży”, „Stary”, „Wieki Brat”, tyle ksywek nazbierał „Ambroży” w swoim za krótkim życiu. Wszystkie w jakimś stopniu oddają Jego charakter, ale tylko w części. Ambroży był zbyt barwną, a może nawet skomplikowaną postacią, by tym tekstem wyczerpać wspomnienie o Nim.

„Nie ma śmierci sprawiedliwych i niesprawiedliwych, głupszych i mądrzejszych, bardziej czy mniej absurdalnych. Każda jest tragiczna” - Zdzisław Ambroziak, Gazeta Wyborcza (Zmarł Hubert Wagner), 14 marca 2002 r.

Janusz Uznański   TVP Warszawa

Zdzisław Ambroziak

sportowiec, dziennikarz, urodził się 1 stycznia 1944 roku w Warszawie. W 1972 roku ukończył Akademię Wychowania Fizycznego w Warszawie na wydziale trenerskim. W Polsce grał w drużynie siatkarskiej AZS-AWF, w której barwach odniósł największe sukcesy - był trzykrotnym mistrzem Polski (1965, 1966, 1968) i dwukrotnym wicemistrzem (1967, 1970). Grał także w stołecznych klubach Orzeł, Spójnia i Skra.

Był podstawowym atakującym drużyny, która w 1965 roku wywalczyła pierwszy w historii polskiej siatkówki medal Pucharu Świata, a dwa lata później brązowy medal na Mistrzostwach Europy w Stambule.

Uczestniczył w Igrzyskach Olimpijskich: w Meksyku w 1968 roku oraz w Monachium w 1972 roku. Podopieczny trenerów Zygmunta Krausa i Tadeusza Szlagora, reprezentował Polskę w latach 1963-1972 w ponad 200 meczach międzynarodowych.

W 1972 roku Zdzisław Ambroziak objął funkcję trenera włoskiej kadry siatkarskiej w Padwie.

Grał również w drużynie Petrarca, następnie Gonzaga, gdzie okrzyknięty został mistrzem ścinania.
Drugą życiową pasją Zdzisława Ambroziaka było dziennikarstwo. Jego kariera na tym polu rozpoczęła się w redakcji „Sportowiec”. Będąc członkiem reprezentacji narodowej, przekazywał korespondencję ze zgrupowań i turniejów, w których uczestniczył.

Od 1991 roku związany był z gazetą „Nowa Europa”, założoną przez Krzysztofa Teodora Toeplitza. Komentował także tenis ziemny oraz siatkówkę, m.in. dla TVP, Canal+ i Eurosport.

Przez ostatnie 11 lat swojego życia, pracował w redakcji „Gazety Wyborczej”, w której ukazywały się Jego cotygodniowe felietony „Od ściany do ściany”. Koledzy z redakcji mówili o nim, że „składał się z nieprzystających do siebie kawałków, które w jakiś niezwykły sposób tworzyły fascynującą całość”. Zmarł 23 stycznia 2004 roku.


Oceń artykuł:
  • 2.55 z 5 gwiazdek
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Średnia ocena: 2.55
Artykuły mogą być komentowane tylko i wyłącznie przez zalogowanych użytkowników.
Jeżeli nie posiadasz konta w naszej Akademii - założ je już dziś.