WAŻNA INFORMACJA - strona korzysta z plików Cookie
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania prezentowanej zawartości do potrzeb odwiedzających. Korzystanie z naszego serwisu internetowego bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci Twojego komputera.

Akademia Polskiej siatkówki

  
Dane do logowania

Radomski standard - Rozmowa z Krzysztofem Strzylakiem


Reklamy Alfa Star na bandach i w relacjach telewizyjnych to przejaw wierności wobec siatkówki współwłaściciela jednego z największych w Polsce biur podróży, Krzysztofa Strzylaka. Związek biznesowy nie jest jednak przypadkowy. Krzysztof Strzylak jest bowiem jednym z najbardziej uznanych arbitrów PlusLigi i PlusLigi Kobiet oraz cenionym działaczem siatkarskim.

Czy sędzia powinien mieć sportowe doświadczenie? Czy Pan takie posiada?

Jako uczeń byłem w klasie sportowej radomskiego technikum elektrycznego. Siatkówka, koszykówka, piłka nożna, oszczep, dysk, kula – to dyscypliny i konkurencje, które uprawiałem. Moją pasją była jednak siatkówka. Wyczynowo grałem w AZS Radom na poziomie III ligi. Służbę wojskową odbyłem w Gwardii Pionki, z którą wywalczyliśmy awans do II ligi. Poważna kontuzja przerwała moją karierą. W tym miejscu muszę się przyznać, że jako zawodnik często byłem karany przez arbitrów. Ale kiedy sam zacząłem sędziować, z pokorą stwierdziłem, że rozstrzyganie boiskowych sporów nie jest proste i nie zawsze rację mają gracze. Obecnie też lubię pograć w siatkówkę, tym bardziej że mam mocne wsparcie córek.

W 1981 roku rozpoczął Pan przygodę z gwizdkiem. Czy pamięta Pan swój pierwszy mecz?

Nie za bardzo, gdyż sędziowałem już, będąc czynnym zawodnikiem. Sędzia powinien czytać grę, a łatwiej o to, gdy ma się siatkarskie doświadczenie. W 1986 roku awansowałem na szczebel centralny, a od roku 1993 prowadzę mecze ekstraklasy.

W sezonie 2007/2008 i wcześniejszym był Pan najlepszym sędzią ligowym. W czym upatrywać przyczyn tych sukcesów?

Autorytet, doświadczenie i szczęście. Przed każdym sezonem utrwalam sobie przepisy i sędziuję turnieje towarzyskie, sparingi, tak by w sezon wejść po „solidnej rozgrzewce”. Przed meczem jestem na hali minimum na 3 godziny przed rozpoczęciem zawodów, aby nic mi nie umknęło. Pomaga mi także doświadczenie zawodowe. Pracując w takiej branży jak turystyka, działam często pod presją stresu. Rocznie wysyłamy na wakacje ponad 160 tysięcy ludzi. Przy takiej skali przedsięwzięcia zdarzają się różne nieprzewidywalne sytuacje, które wymagają podejmowania szybkich i trafnych decyzji. Umiejętność reagowania w stresie przenoszę także na sędziowanie. Bardzo wiele zawdzięczam też partnerom. Od początku związany jestem z Januszem Sobolem, z którym spędzam chyba więcej czasu niż z żoną. Zarówno z Januszem, jak i innymi partnerami rozumiemy się bez słów. Praca sędziów w miarę stałych zespołach zdecydowanie korzystnie wpływa na jakość sędziowania. Przygotowujemy się pod konkretny mecz, tak by maksymalnie ograniczyć niespodziewane sytuacje. Ostatni gwizdek nie kończy jednak naszej pracy. Oglądamy powtórki i upewniamy się, czy podjęte decyzje były słuszne. Staramy się także dbać o szczegóły. Już wiele lat temu sędziowie z Radomia jako pierwsi przyjeżdżali na mecze w jednakowych, eleganckich strojach. To od razu podnosiło rangę zawodów i autorytet arbitrów. Radomski standard dzisiaj procentuje. Nie jest chyba przypadkiem, że trójka najlepszych sędziów za poprzedni sezon to trójka właśnie z Radomia ( Sylwester Krzysztof Strzylak, Janusz Soból, Maciej Twardowski – przyp. red.).

Najwięksi rozrabiacy wśród trenerów, siatkarzy i siatkarek to…

Były trener Jastrzębskiego Węgla Robert Santilli był ciekawą osobowością, a i obecny Igor Prielożny jest postacią wymagającą dla sędziów. Jednak zarówno trenerzy, jak i sędziowie dobrze się znają i przewidują wzajemne reakcje w konkretnych sytuacjach. Ja rzadko karzę kartką. Zazwyczaj wystarczą stanowcze gesty czy spojrzenia. To jest rodzaj wojny psychologicznej toczonej na linii sędzia – trener, zawodnik. Kto kogo sobie w meczu ułoży. Staram się jednak, by rozstrzygnięcia w tej specyficznej rywalizacji miały pokojowy charakter.

Powtórki telewizyjne, czyli challenge – potrzebne czy też nie?

Moim zdaniem to rewelacyjne rozwiązanie, choć wymaga dużych nakładów finansowych i nie każdą federację na to stać. Jednak w ostatecznym rozrachunku challenge przynosi wymierne korzyści – daje przecież możliwość skorygowania decyzji i niezmiernie uspokaja emocje wśród graczy.

Siatkówka przeszła ogromne, wręcz rewolucyjne zmiany. Czy należy się spodziewać kolejnych? Jeśli tak, to jakich?

Większość dotychczasowych zmian w grze wyszła siatkówce na dobre. Poprawiła się ciągłość i jakość gry. Pozostał czas trwania meczu siatkarskiego. Sam łapię się na tym, że zaczynam oglądać transmisje od 20. punktu. To także oczekiwanie telewizji, by długość siatkarskiej potyczki była przewidywalna. Myślę, że 120 minut to najwłaściwszy wymiar.

Jest Pan zwolennikiem pełnej profesjonalizacji sędziowania. Na czym ten pomysł ma polegać?

Arbiter często podejmuje decyzje, które mają skutki finansowe. Aby sędzia był maksymalnie zaangażowany, musi mieć czas na solidne przygotowanie się do sezonu, do meczu. Nie może czynić tego niejako przy okazji. W lidze grają zawodowcy, trenerami są profesjonaliści, za każdym siatkarskim przedsięwzięciem stoi wielu fachowców, tylko sędziowie pozostali na zasadach amatorskich. Po zakończeniu kariery sędziowskiej rozważam możliwość sponsorowania profesjonalnych sędziów.

Jest Pan współwłaścicielem jednego z największych polskich biur podróży. Alfa Star mocno inwestuje w siatkówkę. To Pański kaprys czy przemyślana strategia marketingowa?

Cieszę się, że pieniądze z Alfa Star pozostają w mojej ukochanej siatkówce. Mieliśmy wiele propozycji sponsoringu innych dyscyplin i przedsięwzięć, ale siatkówka, jako sport przyjazny, familijny, z sukcesami i mocno obecny w mediach, jest bardzo skuteczną i najwłaściwszą formą umacniania wizerunku i budowania marki. Relacje są obopólnie korzystne.

Jest Pan także członkiem zarządu PZPS, wiceprezesem Mazowieckiego Związku Piłki Siatkowej, a dokładniej szefem okręgu radomskiego. Czy siatkarskiej ekstraklasy nie udało się utrzymać w Radomiu?

To jest kawał historii radomskiej i polskiej siatkówki. Kiedy dowiedziałem się, że Tadeusz Kupidura, właściciel firmy Jadar, bliski jest odsprzedania miejsca w PlusLidze, zastanawiałem się nawet, czy nie odwieść go od tego zamiaru, proponując podział kosztów utrzymania w równym stopniu. Doszedłem jednak do wniosku, że to nie jest rozwiązanie pomagające w zarządzaniu klubem. Teraz widzę, że mecze Jadaru na zapleczu PlusLigi cieszą się sporym zainteresowaniem i transmitowane są nawet przez lokalną stację telewizyjną. Jakiś czas temu założyliśmy Stowarzyszenie „Czarni Radom”. Drużyna występuje w II lidze i oparta jest na radomskiej młodzieży, a wokół stowarzyszenia gromadzi się coraz liczniejsza grupa radomskiego biznesu. Znakomite tradycje ma również radomska siatkówka kobiet. W II lidze mamy AZS Politechnikę. Potencjał jest więc pokaźny.

Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję bardzo.

Janusz Uznański
TVP WARSZAWA

Sylwester Krzysztof Strzylak
Urodzony: 4 lipca 1957 roku w Radomiu
Absolwent: Technikum Energetycznego w Radomiu.
Kluby: AZS Radom, Gwardia Pionki
Kariera sędziowska: od 1981 roku, 1986 – szczebel centralny, 1993 – ekstraklasa
PZPS:
• Członek Zarządu Polskiego Związku Piłki Siatkowej
• Wiceprezes Mazowieckiego Związku Piłki Siatkowej
• Prezes Okręgu Radomskiego
Współwłaściciel Biura Podróży Alfa Star od 1995 roku
Oceń artykuł:
  • 2 z 5 gwiazdek
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Średnia ocena: 2
Artykuły mogą być komentowane tylko i wyłącznie przez zalogowanych użytkowników.
Jeżeli nie posiadasz konta w naszej Akademii - założ je już dziś.