WAŻNA INFORMACJA - strona korzysta z plików Cookie
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania prezentowanej zawartości do potrzeb odwiedzających. Korzystanie z naszego serwisu internetowego bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci Twojego komputera.

Akademia Polskiej siatkówki

  
Dane do logowania
Wcześniej głosowałeś na ten artykuł. Nie ma sensu robić tego po raz drugi. Twój głos nie może zostać zapisany.
Łącznik

Czy w działalności sportowej jest Pan zwolennikiem mozolnego układania puzzli, czy ostrego pokera?

Jestem zwolennikiem systematycznej, konsekwentnej pracy. Jednak sport jest nieprzewidywalny i czasami konieczne są szybkie decyzje. Nie zawsze da się przewidzieć, czy będą trafne, najgorszy jednak jest brak decyzji. Lepiej więc czasami zaryzykować.

Jest Pan zaangażowany aż w trzy kluby gier zespołowych – jeden koszykarski i dwa siatkarskie – to rekord Polski, a może Europy. Dlaczego sport, a nie na przykład kultura? Dlaczego koszykówka i siatkówka, a nie piłka nożna lub żużel?

Kiedy z koszykarskim Treflem Sopot graliśmy w Eurolidze, staraliśmy się o fazę finałową. Z prezydentem Sopotu, Jackiem Karnowskim, usłyszeliśmy wtedy od władz Międzynarodowej Federacji Koszykówki, że do tego potrzebny jest odpowiednio duży, nowoczesny obiekt, a wówczas takiego na Pomorzu nie było. Prezydent Gdańska, Paweł Adamowicz, i wspomniany już prezydent Sopotu, Jacek Karnowski, oraz marszałek województwa Jan Kozłowski stwierdzili: dobrze, zbudujemy halę, ale nie dla jednego klubu, tylko dla minimum trzech, i to silnych. Mówiąc przewrotnie, zostałem „postawiony pod ścianą”. Powołałem więc do życia dwa kluby siatkarskie. Naturalnie bez wsparcia władz samorządowych i wielu innych sponsorów nie podołałbym zadaniu. A dlaczego sport? Dlaczego koszykówka i siatkówka? Mam wielu przyjaciół w szeroko rozumianym środowisku artystycznym. Dla mnie jednak od zawsze największą pasją był sport. Ponieważ ja sam byłem i siatkarzem, i koszykarzem jednocześnie, miłość do tych sportów wciąż we mnie nie wygasła.

W koszykarskim Treflu Sopot i Gdańskim Lotosie Treflu jest Pan prezesem, a jaka jest Pańska pozycja w Atomie Treflu Sopot?

W Atomie Treflu jestem członkiem rady nadzorczej. Moimi udziałami we wszystkich klubach zarządza Stowarzyszenie Trefl Pomorze, czyli 90% akcji Atomu Trefla Sopot, Trefla Sopot i Lotosu Trefla Gdańsk. Po 10% akcji przypada odpowiednio Sopotowi i Gdańskowi.

Łącznik

Jak doszło do związku z Polską Grupą Energetyczną? Kto wyszedł z inicjatywą mariażu?

Już nie pamiętam, kto wyszedł z inicjatywą. Dla PGE, które planuje spore inwestycje na Wybrzeżu, wsparcie wizerunkowe poprzez sport było potrzebne. Ponieważ prezes PGE S.A., Tomasz Zadroga, jest pasjonatem siatkówki, szybko znaleźliśmy wspólny język. Ten klub jest nadal tworzony i ma mieć coraz ściślejszy związek ze społeczeństwem Pomorza.

Ma Pan zdolność do przyciągania mocnych biznesowo partnerów – Prokom, Lotos, PGE. Jakimi argumentami trafia Pan do wielkich koncernów?

Na Pomorzu jest świetny klimat dla sportu. Władze samorządowe naprawdę angażują się w sportowe projekty. Niezwykle kreatywni są moi pracownicy ze Stowarzyszenia Trefl Pomorze, zwłaszcza szefowa marketingu, Agnieszka Pyrzanowska. Pracujemy z kibicami i dla kibiców. Tworzymy atrakcyjne widowiska. To jest dostrzegane. W pierwszym roku gry w PlusLidze Kobiet zostaliśmy uznani za najlepszy klub w zakresie oprawy i atmosfery na meczach. Wobec naszych partnerów biznesowych działamy rzetelnie i transparentnie. W wartości marketingowej oddajemy zawsze więcej, niż otrzymujemy.

Czy w związku z Pańskim ogromnym zaangażowaniem w sport ma Pan w Trójmieście jakieś przywileje, czy też raczej tylko więcej pracy i obowiązków?

Największym i jedynym przywilejem jest możliwość wspólnego przeżywania z kibicami niezapomnianych emocji.

Czy nie zastanawiał się Pan kiedyś nad tym, by powołać jeden klub wielosekcyjny zamiast odrębnych spółek?

Odrębne spółki dają przejrzystość i są atrakcyjniejsze dla sponsorów. Zresztą spółki sportowe mogą mieć co najwyżej dwie dyscypliny.

Ma Pan możliwość bezpośredniego porównania zawodowych lig – koszykarskiej i siatkarskiej. Jakie są zasadnicze różnice i kto wypada lepiej?

Zdecydowanie lepiej wypada siatkówka. Siatkówka cały czas się rozwija. Pod względem organizacyjnym i marketingowym stoi wyżej od koszykówki. Koszykówka jakieś 10 lat temu też miała znakomite notowania, ale popełniliśmy sporo błędów. Widzę jednak, że nowy prezes Polskiego Związku Koszykówki, Grzegorz Bachański, ma wiele dobrych pomysłów, by uzdrowić tę dyscyplinę. Promocja polskich graczy, praca z młodzieżą, nowy system licencyjny, uatrakcyjnienie widowisk – to wszystko pozwoli uzdrowić koszykówkę. Bardzo wiele działań podjął także nasz wychowanek, a obecnie prezes Polskiej Ligi Koszykówki, Jacek Jakubowski. Potrzeba jeszcze trochę czasu i cierpliwości, aby przywrócić pełny blask koszykówce.

Łącznik

Koszykarze na czwartym miejscu w ekstraklasie, siatkarki wicemistrzyniami kraju, siatkarze powrócili do PlusLigi – to chyba dobry rok dla Stowarzyszenia Trefl Pomorze?

To był dobry sezon. Siatkarki w pierwszym sezonie w PlusLidze zostały wicemistrzyniami Polski, siatkarze awansowali do elity, koszykarze wykonali plan – czyli znaleźli się w czwórce. W tym ostatnim wypadku blisko było nawet srebro, ale biorąc pod uwagę nasz budżet, miejsce czwarte było adekwatne w relacji do potencjału kadrowego i finansowego.

Jakie korzyści mają Pańskie firmy z tak mocnego zaangażowania w sport?

Może lepiej nie mówić. Póki co mamy głównie satysfakcję. Angażujemy sporo środków w pracę z dziećmi i młodzieżą. Naprawdę miło jest widzieć ich radość ze sportu. Może w przyszłości satysfakcja będzie bardziej wymierna, ale o tym nie myślimy.

Który z klubów jest proporcjonalnie najdroższy w utrzymaniu?

Odpowiem tak: nie ma takich pieniędzy, których nie można by wydać w klubie. Naturalnie tam, gdzie jest najwyższy poziom sportowy, angażowane są największe środki. Budżety klubowe konstruujemy rozważnie. Co roku je podnosimy. Naszym celem jest udział każdego z klubów w europejskich pucharach.

Siatkarze Lotosu Trefla wracają na najwyższy poziom rozgrywek. W składzie niemal rewolucja. Czy te zmiany kadrowe pozwolą uniknąć przykrej powtórki z poprzedniej przygody z PlusLigą?

Mieliśmy zamiar oprzeć skład na siatkarzach, którzy wywalczyli awans. Sami zawodnicy zdecydowali jednak inaczej. Stąd zaistniała konieczność gruntownych zmian kadrowych. Mam nadzieję, że nie powtórzy się sytuacja sprzed dwóch lat, kiedy to tuż przed startem rozgrywek wycofał się sponsor, a czterech kluczowych graczy z powodu kontuzji nie mogło grać niemal przez cały sezon. W takiej sytuacji nie mieliśmy szans na utrzymanie się w elicie. Teraz taka sytuacja już się nie może zdarzyć.

W PlusLidze i PlusLidze Kobiet jest coraz więcej trenerów z zagranicy. Pan konsekwentnie trzyma się polskich nazwisk. Dlaczego?

Zawsze daję szanse młodym trenerom. Dlatego poprzednią przygodę z PlusLigą rozpoczął Wojciech Kasza. Później zastąpił go Jurek Strumiłło, z którym grałem w II-ligowym Starcie Gdynia. Dariusz Luks zrezygnował po awansie z powodów osobistych. Teraz zespół układa Grzegorz Ryś. Polski trener o sporym doświadczeniu i z sukcesami. Nie szukamy trenerów z zagranicy także dlatego, że nas na to specjalnie nie stać. Poza tym uważam, że wielu polskich trenerów to znakomici profesjonaliści, wcale nieustępujący zagranicznym kolegom.

Jak ocenia Pan polski sport jako biznes?

Kluby nie generują zysków. Cały czas wymagają wsparcia zewnętrznego. Kluby tworzą jednak koniunkturę na sport. Dzięki temu sport się rozwija i zmierza w kierunku biznesu.

Niebawem w Gdańsku zagrają najlepsze drużyny świata w finale Ligi Światowej. Jaki wynik reprezentacji Polski będzie dla Pana satysfakcjonujący?

Reprezentacja została mocno odmłodzona, ale gra znakomicie. Jestem pełen podziwu dla siatkarzy i trenera, bo widać, że wykonali już kawał ciężkiej roboty. Liczę na to, że w Ergo Arenie zobaczę waleczny, zdeterminowany zespół – to już będzie dla mnie satysfakcjonujące.

Dotychczasowe polskie finały Ligi Światowej odbywały się w katowickim Spodku, który uchodzi za „siatkarską mekkę”. Czy Ergo Arena może się stać kolejną "siatkarską mekką"?

Widziałem w życiu kilkadziesiąt hal sportowych. Tylko kilka było ładnych, a Ergo Arena jest po prostu piękna, nowoczesna i funkcjonalna. Wiem, że władze Gdańska i zarząd hali zrobią wszystko, by turniej finałowy okazał się dla wszystkich niezapomnianym przeżyciem. Ergo Arena jest bowiem mekką polskiego sportu.

KAZIMIERZ WIERZBICKI




Urodzony w 1948 roku w Gdyni. Z wykształcenia matematyk. Grał w siatkówkę i koszykówkę w trójmiejskich klubach.

Założyciel i właściciel firmy Trefl, która powstała w 1985 roku. Dziś TREFL jest obecny w większości krajów Europy Środkowo-Wschodniej, Centralnej oraz na innych kontynentach. Prezes Stowarzyszenia Trefl Pomorze, zarządzającego 90% akcji w koszykarskiej spółce Trefl Sopot i siatkarskich: Atom Trefl Sopot oraz Lotos Trefl Gdańsk. Członek rady nadzorczej klubu wicemistrzyń Polski – Atomu Trefla Sopot. wicemistrzostwo świata mężczyzn 2007, mistrzostwo Europy 2009

Oceń artykuł:
  • 1.91 z 5 gwiazdek
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Średnia ocena: 1.91
Artykuły mogą być komentowane tylko i wyłącznie przez zalogowanych użytkowników.
Jeżeli nie posiadasz konta w naszej Akademii - założ je już dziś.